Deviant Login Shop  Join deviantART for FREE Take the Tour
×

:iconvegsiol: More from Vegsiol


More from deviantART



Details

Submitted on
May 8, 2013
File Size
7.6 KB
Link
Thumb

Stats

Views
638
Favourites
16 (who?)
Comments
33
Downloads
1
×
Ciepłe, choć nie tak już silne jak w poprzednich miesiącach, październikowe słońce opromieniało nagie ruiny niepokornego miasta Warsa i Sawy. Pył unosił się w powietrzu, duszący, dławiący, wyciskający łzy z oczu. A może to nie to było powodem, dla którego policzki Feliksa Łukasiewicza były mokre? Przełknął ślinę, czując jak gardło mu się zaciska, jak piersią wstrząsa łkanie. Nie. Nie mogę teraz płakać. Nie przy niej. Oblizał suche, spierzchnięte wargi. Pod dłonią czuł włosy, niegdyś gęste i piękne, teraz skołtunione i pozlepiane krwią. Zawsze lubił je gładzić, śmiejąc się, że przypominają w dotyku kocie futerko, na co ich właścicielka reagowała niemalże dziecięcym oburzeniem. Teraz również je pogłaskał, żywiąc nadzieję na dodanie otuchy im obu.
- Hej, młoda - rzekł cicho, pochylając się nad nią, prawie szepcząc jej do ucha, które wyłoniło się spomiędzy złotych loków. - Księżniczko. Nie poddawaj się, słyszysz? Nie takie rzeczy razem przeszliśmy. Pamiętasz Szwedów? Skopaliśmy im tyłki, Szwabom też skopiemy, zobaczysz. Jeszcze będziemy się śmiać z tej rozmowy.
Dziewczyna jęknęła boleśnie.
- Nie zostawiaj mnie, tato.
- Spokojnie, jestem tu. Przecież wiesz, Kasieńko. - Ponownie poczochrał włosy Warszawy, a ona mocniej wtuliła twarz w polskie kolana. Jej klatka piersiowa z trudem unosiła się i opadała, płuca walczyły o każdy kolejny łyk powietrza. Umierała, a Feliks nie mógł nic zrobić. Po policzku spłynęła mu kolejna łza. Odchylił się i oparł plecami o resztki ściany zwalonego budynku, który jeszcze do niedawna był piękną, zdobną kamienicą. Z bólem wpatrywał się w przeciwległy brzeg Wisły, gdzie zgromadzona Armia Czerwona bezczynnie przyglądała się upadkowi miasta. Chmury płynęły leniwie po pogodnym niebie, pył wirował w późnoletnim powietrzu, a Polska siedział i w milczeniu głaskał jasne włosy dziewczyny. Głaskał, dopóki nagły, chłodny powiew jesiennego wiatru nim nie wstrząsnął, a sam Feliks zdał sobie sprawę, że pod dłonią nie czuje już nic. Spojrzał w dół, na swoje kolana. Ciało Warszawy znieruchomiało i z każdą kolejną sekundą stawało się coraz bardziej przejrzyste, niematerialne, powoli unosiły się z niego drobne świetliki życia, wzlatując ku nagle pociemniałemu niebu. Parędziesiąt sekund później polska ręka opadła bezwładnie na brudne, dziurawe spodnie, tam, gdzie jeszcze przed chwilą znajdowała się głowa przykryta burzą złotych loków. Feliks poruszył palcami, wolno, pytająco, niemalże błagalnie, potem gwałtowniej, z niedowierzaniem i paniką. Nagła pustka pod opuszkami sprawiła, że otępienie i pozorny spokój ustąpiły miejsca wściekłości i bezdennej rozpaczy. Gdzieś u góry zagrzmiało, wiatr zerwał się, silniejszy i bardziej porywisty niż dotychczas. Tama puściła i Polaka zalała fala gwałtownych uczuć. Gdy tak dusił, dławił się nimi, gdy już prawie nimi rzygał, jego wzrok padł nagle na przeciwległy brzeg rzeki. Polska podniósł się i stanął chwiejnie na nogach. Nawet nie zauważył, że na jego twarz padły pojedyncze krople pierwszej burzy tej jesieni. Ruszył ku Wiśle, a niebo ponad nim stopniowo mroczniało, plując coraz gęstszym deszczem. Gdy już stanął na brudnym piasku, bezpośrednio przy linii wody, Praga, jej budynki i obozująca Armia Czerwona zniknęli, skryci za wodną zasłoną. Feliks otworzył usta, poruszył nimi niemo, po chwili z piersi wydarł mu się nieludzki charkot. Przemoczony, z oczami gorejącymi jak zielone pochodnie, uparcie wpatrywał się w brzeg po drugiej stronie. Wodził wzrokiem na lewo i prawo, tak jakby szukał tej jednej, konkretnej osoby, której przybycia tak wyczekiwali, on i Warszawa. Wiem, że tam jest. Czuję go. Czuję jego aurę. Zdało mu się, iż na plaży naprzeciwko, poprzez półmrok i lejącą się z nieba wodę, dostrzega ciemną, wysoką, wyprostowaną sylwetkę skierowaną twarzą ku dokonanemu przez Niemców dziełu zniszczenia. Polska odetchnął głęboko.
- Iwan!
Deszcz pochłonął to imię, zagłuszył je, bębniąc i grzmocąc o ruiny sterczące oskarżycielsko ku czarnym chmurom.
-Iwaaaaaaaaaaaaaaaaaan! Ty chuju jebany, czemu żeś nie przyszedł?! Czemu żeś nie przyszedł akurat wtedy, gdy cię potrzebowałem?! Czemu tam sterczysz jak słup soli?! Zbieraj dupę w troki i chodź tu!
Niebo przeszyła błyskawica, zagrzmiało. Pod Feliksem nieoczekiwanie ugięły się kolana, opadł na piach.
- Odpowiedz mi! Odpowiadaj, gdy cię pytam!
Odpowiedział mu tylko szum deszczu i rozdzierające niebo grzmoty. Sylwetka na drugim brzegu rozmyła się i znikła.
- Niech cię szlag! Niech cię szlag!
Polska sięgnął wgłąb siebie w poszukiwaniu śladów nadziei. Znalazł jedynie pustkę. Równie dobrze mogłoby mnie tu nie być. Mógłbym nie istnieć. Ręka sama mu powędrowała do paska z kaburą. Wyciągnął pistolet, załadował i przyłożył lufę do skroni.
- Tego właśnie chcesz, tak?! - krzyknął ku Pradze.- Tego?! Bym zniknął?! Już na zawsze odszedł z tego świata?!
Zadrżał. Czuł na skórze zimno metalu. Tylko jeden ruch palcem i zapomni o nieustannym cierpieniu, do którego, jak błędnie sądził, zdążył już przywyknąć. O rozrywającym pierś bólu, trwającym już niemalże 6 lat. O smrodzie palonych ciał i zakrzepłej krwi. O przeraźliwym huku walącego się budynku i krzykach pogrzebanych pod jego gruzami ludzi. O wszystkim tym, co się działo w nim i wokół niego od samego początku wojny. Jeszcze moment i... Właśnie. Przecież o to mu chodzi. Im. Czemu miałbym dać im satysfakcję? Dłoń z pistoletem opadła powoli wzdłuż boku. Deszcz zelżał, obmywając litościwie kikuty budynków, wież i wieżyczek. Feliks Łukasiewicz powiódł po nich wzrokiem. Wstał, rozejrzał się, spojrzał na swoje miasto. Po Warszawie pozostały jedynie ruiny i zgliszcza. Oto właśnie wolność.
(taaaak, kocham brak polskich znaków w tytule)
Ekhem... Macie tu takiego malutkiego łan szuta, który jest UZUPEŁNIENIEM do NNB. Pisany, kiedy byłam w wyjątkowo paskudnym nastroju, więc prawdopodobnie znajdzie to w tekście swoje odzwierciedlenie... Polecam przy czytaniu słuchać tej muzyki ;): [link]

Owo ficzątko zbetowane zostało przez moją najdroższą Litwę, czyli Ferralitową ;) (a masz, litewska mendo, żem wspomniał o Tobie, tak jak chciałeś ;P)
Add a Comment:
 
:iconthenordics:
TheNordics Featured By Owner Jun 5, 2013
Wolność zawsze okupiona jest ogromną ofiarą. Świetnie zostało to przedstawione w tej pracy. Podoba mi się Feliks w twoich pracach. Taki jaki powinien być, a nie jakaś panienka od siedmiu boleści, której największym zmartwieniem jest czy przypadkiem mu się paznokietek nie złamał. Świetna praca, wciągająca i tak realistycznie opisana.
Biję ukłony autorce.
Reply
:iconstar1012:
Star1012 Featured By Owner May 16, 2013
Tak Wolność tylko za jaką cenę !!! Feliks wykrzykujący swoje żale w wobec Ivana jest świetny ale już dawno powinnam się przyzwyczaić do tego że twój Feliks mówi to co myśli o kuzynie głośno i wyraźnie. Pojawi się tutaj Wania ? będzie on miał okazje ustosunkować się do wypowiedzi Feliksa ?
Reply
:iconvegsiol:
Vegsiol Featured By Owner May 16, 2013
Feliks nie byłby Feliksem, gdyby nie wrzeszczał głośno co mu na wątrobie leży ;P.

Hmmm... Ma to być dyptyk, ale nie idealnie symetryczny ;). Motywem, tematem przewodnim jest tu to, o czym sama wspomniałaś i o czym traktuje tytuł: pragnienie wolności, nie zaś samo Powstanie i bezczynność Sowietów w jego trakcie. Dlatego reakcja i stosunek Wani do tych wydarzeń pozostaną owiane mgiełką tajemnicy (sądzę zresztą, że tak jest ciekawiej ;)), a jego historia będzie inna. Obie historie zresztą przemkną w pewnym momencie w "Niebie nad Bajkałem".
Reply
:iconshayen-pl:
Shayen-Pl Featured By Owner May 15, 2013
*kopara opada* Em, um. *doprowadza twarz do normalnego stanu* To było niesamowite. Nie sądziłam, że tak szybko zajdę coś dobrego z Feliksem, ale ty przeszłaś moje wyobrażenia. Kurde, teraz to ja ci samoocenę podniosłam i będziesz się cieszyć sama do siebie, jak to przeczytasz... Damn it! No dobra, ciesz się, bo naprawdę bosko Ci to wyszło. Też kiedyś będę tak pisać, zobaczysz! *wskazuje bezwstydnie palcem na Vegsiol*
Reply
:iconvegsiol:
Vegsiol Featured By Owner May 16, 2013
xD No cóż, nie mogę nie przyznać, że moje ego czuje się bardzo podbudowane ;P. Kesesesese >;P.
Reply
:iconferralitowa:
Ferralitowa Featured By Owner May 10, 2013  Student Photographer
Po pierwsze, czemu tu o mnie ani słowa? *wczytuje się znów*
Reply
:iconvegsiol:
Vegsiol Featured By Owner May 10, 2013
No już dodaję, dodaję ^^"
Reply
:iconferralitowa:
Ferralitowa Featured By Owner May 10, 2013  Student Photographer
<3
To ja napiszę coś więcej niż "jest bardzo super".
Klimat jest niesamowity. To się czyta i się czuje zarazem, to coś niesamowitego. Te opisy, te emocje, i jeszcze ta natura, która przeżywa wszystko razem z Felkiem. Ja uwielbiać takie plastyczne opisy. I swoją drogą - TEN DUCH OPOWIADANIA MA MOC.
Reply
:iconvegsiol:
Vegsiol Featured By Owner May 11, 2013
Przejdź na Vegsową stronę mocy }:>
Reply
:iconferralitowa:
Ferralitowa Featured By Owner May 11, 2013  Student Photographer
A jakaż to strona? ;)
Reply
Add a Comment: